Karolina Kwaśniak opowiada o szkole aktorskiej i początkach kariery w USA. „To nie sprint, to maraton”
Początki Zanim jednak przeniesiemy się do słonecznej Kalifornii, wróćmy do czasów, gdy Kwaśniak miała inną wizję swojej przyszłości. W wieku 12 lat zaczęła się uczyć śpiewu operowego i to właśnie z muzyką wiązała swoje plany. W czasie uczęszczania do szkoły muzycznej kształciła się u profesor, która podcinała jej skrzydła nieprzyjemnymi komentarzami i nastawieniem. Był to […]
Początki
Zanim jednak przeniesiemy się do słonecznej Kalifornii, wróćmy do czasów, gdy Kwaśniak miała inną wizję swojej przyszłości. W wieku 12 lat zaczęła się uczyć śpiewu operowego i to właśnie z muzyką wiązała swoje plany. W czasie uczęszczania do szkoły muzycznej kształciła się u profesor, która podcinała jej skrzydła nieprzyjemnymi komentarzami i nastawieniem. Był to jeden z czynników, dzięki którym Kwaśniak uświadomiła sobie, że śpiew nie jest tym, co chce robić zawodowo. Uczyłam się z innymi osobami i widziałam różnicę w tym, jak one umieją wyrazić siebie i czują się komfortowo. Ja miałam wrażenie, że to nie jest do końca moje. Zmieniła więc kierunek i podjęła studia na kierunku Produkcja Muzyczna. To tam poznała Roberta Kamyka, dziennikarza i wykładowcę. Aktorka opowiedziała o ćwiczeniu, które Kamyk zorganizował studentom – mieli wybrać swój najbardziej szalony cel. Kwaśniak wyobraziła sobie, że kończy szkołę aktorską. Mówiłam o krokach, które by mnie tam doprowadziły. Na samym końcu Robert zadawał każdemu pytanie: „Co powstrzymuje cię, żeby to zrobić?”. Zdałam sobie sprawę, że nic – oprócz mnie samej.
Wspomniany na wstępie seans Tamtych dni, tamtych nocy odbył się rok później. Dzieło Guadagnino nie mogło wyjść jej z głowy, zaczęła zatem czytać na jego temat. Odkryła wtedy, że Chalamet uczył się w Nowym Jorku. Wydarzenia z poprzednich miesięcy sprawiły, że postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i wyjechać do USA. Był moment, w którym zapytałam siebie: co, jeśli nie aktorstwo? Nic innego nie daje mi takiego dostępu do emocji i satysfakcji. Mając wsparcie rodziców, pojechałam do Nowego Jorku na trwający 7 tygodni kurs aktorski i było to niesamowite przeżycie. Na końcu wiedziałam, że to jedno z najlepszych doświadczeń w moim życiu i że na 100% idę w aktorstwo.
Kwaśniak po powrocie z Nowego Jorku w ramach pracy dyplomowej zrealizowała teledysk, który wyreżyserowała i napisała (a przy tej okazji poznała swojego obecnego partnera, operatora), a na studia magisterskie aplikowała już do USA. Dlaczego nie do szkoły teatralnej w Polsce? Wpływ na to miały na pewno kiepskie doświadczenia z wykładowczynią z poprzedniej uczelni i obawy, w jaki sposób byłaby traktowana. Bałam się studiów aktorskich w Polsce – potrzebowałam miejsca, które buduje pewność siebie i poczucie wartości, a nie je tłamsi. W USA wykładowcy byli ciekawi mnie jako artystki, moich poglądów i zainteresowań.
Nauka i praca w LA
Żeby zwiększyć swoje szanse na studia w USA i dodać wpisy do CV, spędziła lato na występach w etiudach i reklamach. Bez agenta, bo – jak zauważa – miała w Polsce trudność, by znaleźć kogoś, kto wziąłby pod swoje skrzydła osobę bez szkoły teatralnej. Łatwiej było z agencjami reklamowymi. Ostatecznie się udało – Kwaśniak dostała się na uczelnię California Institute of the Arts w LA. Czy studia w USA – na które ostatecznie zdecydowała się po tygodniach przemyśleń, co dziś nazywa najlepszą decyzją w życiu – były dla niej bezpiecznym środowiskiem? Kwaśniak potwierdza, choć jednocześnie zastrzega: Nie wiem, jak przeżyłam te trzy lata i jak człowiek może tyle robić, śpiąc tak mało.
Co podobało jej się szczególnie? Byliśmy traktowani jak dorośli ludzie. Praca była naszą odpowiedzialnością – jeśli jej nie wykonywaliśmy, to my na tym traciliśmy i nikt nie ciągnął nas za rękę. Oczekiwano od nas profesjonalnego podejścia do zawodu. Wybrałam wyjątkową szkołę – miała wydziały teatru, filmu, sztuki, literatury i tańca. Ideą było, żeby wrzucić tych wszystkich artystów w jedno miejsce i pozwolić, by współtworzyli. Szkoła była nastawiona na to, byśmy jako artyści nie byli jedynie przedmiotem dla reżysera, lecz sprawczymi osobami. Wybrałam ją, bo szczyciła się rzeczami, które mnie interesują – to eksperymentalne, bardzo liberalne miejsce, które pozwala na dużo. Teatr ruchu, teatr tańca, praca z innymi artystami, interdyscyplinarność. Przy wspólnych projektach można uczyć się od innych.
Kwaśniak opowiada, że w przypadku studiów w USA można podejmować projekty poza uczelnią, ale z powodu wizy jedynie non-profit. Podczas szkoły została obsadzona w trzech szkolnych produkcjach teatralnych i dyplomie choreograficznym (które były swoistym dodatkiem do studiów), a na trzecim roku zaczęła także brać udział w filmach studenckich. Dziś chętnie podejmuje się pracy zarówno na deskach teatru, jak i na planie (oraz głosowej). Dla mnie to są różne formy sztuki i zupełnie inne doświadczenia. Chciałabym po prostu robić rzeczy, które niosą wartość.
Nasza rozmowa schodzi na to, jak dużym plusem filmu jest to, że może go obejrzeć każdy, i to bez względu na to, ile lat od premiery minęło. Wspominamy Babilon Chazelle’a i monolog Brada Pitta o tym, że aktor jest w zasadzie nieśmiertelny. Jak więc Kwaśniak dąży do tej aktorskiej nieśmiertelności? Aktorka opowiada, że wciąż uczęszcza na castingi, bywa na planach i gra w sztukach teatralnych. Śledzi portale castingowe, by być na bieżąco. Marzy jednak o większych rolach, dlatego szuka agenta. Pozostaje także kwestia związków zawodowych funkcjonujących w USA, bez których nie można zrealizować konkretnych filmów. Na razie Kwaśniak skupia się zatem na tych mniejszych projektach, optymistycznie patrząc w przyszłość i ciężko pracując – nie jest bowiem tak, że mieszkanie w LA jest równoznaczne z otwartymi wszędzie drzwiami i wielką sławą. To lata pracy. W LA jest dużo projektów niezależnych i filmów studenckich. Ważne jest to, by iść krok po kroku. To nie sprint, to maraton. Ten zawód wymaga bardzo dużo cierpliwości i ciągłej pracy. Nawet jeśli nie ma się projektów, trzeba trenować i robić coś, co pozwoli rozwijać się artystycznie. Nie jest tak, że ta praca kończy się po wyjściu z planu czy z teatru.
Ambicje i marzenia
Kwaśniak na swojej stronie internetowej pisze o tym, że jako aktorka chce być odważna. W naszej rozmowie rozwija to stwierdzenie. Jest takie powiedzenie: Nie ma małych ról, są tylko mali aktorzy. Bardzo lubię przygotowywać się do roli, a odwaga objawia się dla mnie przełamywaniem granic i stereotypów. Lubię pokazywać rzeczy, których ludzie by się po mnie nie spodziewali. Cenię role, które są dla mnie wyzwaniem, ale chciałabym, żeby w jakiś sposób każda takie wyzwanie stanowiła. Żebym mogła sprawić, że nim będzie. Chcę tworzyć postaci, które poruszą widza i które nie będą płytkie.
Aktorka zaznacza, że docelowo nie chciałaby iść w stronę mainstreamu. Interesują ją projekty autorskie, bawiące się formą, w stylu tych z udziałem Willema Dafoe. Czy takie stawianie sobie wyzwań wynika z jej natury, czy może jest efektem nauki w szkole aktorskiej? Jedno i drugie. Jestem zainteresowana takimi rzeczami, i szkoła dała mi przyzwolenie na to, żeby być z tym OK. Wiem już, że są różni ludzie i różne upodobania, a ja nie muszę się wstydzić tego, co mnie interesuje i nie ma w tym nic złego. U jakich twórców zatem Kwaśniak chciałaby spróbować swoich sił? Jak można się domyślić po wstępie do tego tekstu, pierwszym wyborem jest Luca Guadagnino. Drugim – Damien Chazelle. W jej sferze marzeń jest też film kostiumowy, co według aktorki ma związek z jej romantyczną, wrażliwą naturą i upodobaniem do poezji. Pomimo doświadczenia muzycznego musical nie jest jednak gatunkiem pierwszego wyboru (to inny rodzaj ekspresji artystycznej). Łatwo przychodzą jej za to rzeczy dramatyczne, lecz dziś – w związku z tym, że wciąż jest na początku swojej drogi – bez problemu wzięłaby udział w produkcji Marvela, choć w ogóle takich nie ogląda.
Ogólnie jednak oglądać filmy uwielbia – szczególnie że dzięki temu może rozwijać się artystycznie. Uważa, że bez nich traciłaby dużo. To jak chodzenie do teatru albo do muzeum. Oglądanie filmów to zarówno nauka aktorstwa, jak i poszerzanie rozumienia na ile sposobów można opowiadać historie i poruszać widza. Najnowsze produkcje dają wgląd w zrozumienie branży filmowej oraz reżyserii obsady szczególnie, jeśli wie się więcej o aspektach produkcyjnych tworzenia filmów. No właśnie, produkcja filmów – Kwaśniak w szkole zetknęła się z artystami z różnych dziedzin, ma z nimi do czynienia również teraz, a czy w przyszłości byłaby zainteresowana podjęciem pracy na innym stanowisku na planie? Interesowałam się reżyserią i próbowałam pisać scenariusze, ale obecnie, jeśli miałabym zrealizować autorski projekt, wolałabym zaangażować w ten proces osoby specjalizujące się w scenariopisarstwie i reżyserii. Chciałabym po prostu tworzyć projekty, które dawałyby przestrzeń na rozwój artystyczny i zawodowy osobom, które już wiedzą, jak to robić. Taka współpraca na pewno wiele by mnie nauczyła i być może dałaby mi przestrzeń na potencjalne próby reżyserowania w przyszłości.
„Słuchajcie siebie, nie innych”

Przechodzimy do najnowszego przedstawienia z udziałem Kwaśniak pt. Umbra, w którym może połączyć swoje doświadczenie muzyczne i aktorskie (jest to bowiem miks opery i teatru). To projekt, który pozwala aktorce na to, by rozwijać się zawodowo i wrócić do muzyki, a co więcej – dał jej szansę stworzenia choreografii do dziesięciominutowego utworu z opery. To przedstawienie, które dało mi przestrzeń na to, by pokazać się z różnych stron i podjąć wiele wyzwań. Reżyser po zobaczeniu choreografii powiedział mi: „Karolina, możemy to teraz wystawić na scenie”. Praca z osobami, które dają taką wolność kreatywną i artystyczną jest cudowna. Czuję się wtedy spełniona.
Zatem od wykładowczyni, która podcinała jej skrzydła, Kwaśniak dotarła do sytuacji, gdy reżyser w Los Angeles mówi jej: „potrafisz to zrobić”. Samo w sobie ma to znamiona filmowej fabuły. Czego zatem życzyć naszej bohaterce w tym punkcie kariery? Spotykania kolejnych osób, które będą dawały mi przestrzeń na to, żeby się rozwijać. A do tego wyzwań i zdobywania coraz większego doświadczenia zawodowego. Projektów, które mają znaczenie i dają coś widzom.
Na koniec spytałem aktorkę o to, co powiedziałaby osobom, które stoją przed jakąś trudną decyzją. I jej słowami podsumujmy tę historię: Wewnętrznie zawsze czuje się, co należy zrobić. Słuchajcie siebie, nie innych. Jeśli się czegoś boicie, nie zastanawiajcie się, po prostu to zróbcie. Jeśli będziecie podążać za tym, co jest w was, znajdziecie spełnienie.